Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 728 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

o tym, że niektórzy są nie do zdarcia w swoich decyzjach, czyli o wolnej woli w śmierci

wtorek, 15 maja 2012 14:39

Są ludzie których chyba nic nie złami. Nawet jak mają umrzeć to upierają się, że zrobią to po swojemu. Nawet jeśli napisali ci o kimś, że to koniec, tak, jest w szpitalu pod respiratorem, raczej się nie obudzi, chcesz przekazać to nawet dalej- a tu nagle pierdolony cud! Aż nie chce się wierzyć. Umrę, ale zrobię to po swojemu. Jeszcze nie zamknąłem wszystkich spraw. Cud, wola przetrwania?

Swoją drogą wola przetrwania, ten pierwotny instynkt jest rzeczą doprawdy fascynującą. Wiecie, że jakoś jesteśmy mu mimo wszystko podporządkowani. I mówię to ja, zwolenniczka eutanazji. To bądź co bądź sprawa powiązana.

Wiecie, że często nawet osoba w głębokiej depresji, popełniająca samobójstwo w większości przypadków w ostatniej chwili zaczyna się ratować? Instynktownie. Może nie broni się dusza, a ciało? Reaguje samo z siebie. Łapie ostatnie oddechy gdy wisielec dusi się na szubienicy. Wymiotuje, gdy przedawkuje się leki. Wydala mocz i kał, spływający po nogach umierającego, tak, aby w razie uderzenia nie doszło do zakażenia otrzewnej, przetrawiony pokarm nie stał się przyczyną infekcji. Zwęża naczynia żeby doprowadzić krew do mózgu. Walczysz do końca, nawet gdy ty się poddałeś walczy twoje ciało- tylko często przegrywa z wolą duszy, często przegrywa z wypadkiem, bo jest nadal tylko i aż ciałem.

Ale czy tylko ciałem rządzi instynkt? Oczywiście, że nie. Wola przetrwania to skomplikowany cykl powiązań świadomego ja, tej głęboko zakopanej podświadomości, to etyka narzucana społecznie powiązana z naszą dziką zwierzęcością. W pewien sposób instynkt przetrwania jest instynktem nadrzędnym. Jesteśmy mu podporządkowani, nie zatrzymamy oddechu bo nasz mózg panikuje. Gdy ma zamarznąć po kolei odcina krew od dalszych zbędnych części (choć zbędne nie istnieją- zaczyna odcinać od tych, które są hm…w tym momencie najmniej przydatne i bez których się obędzie). Gdy mamy umrzeć z głodu robimy rzeczy pozornie naganne moralnie, jemy innych ludzi ( w czym Frida nie widzi nic złego) i to, czego nigdy byśmy nie tknęli. Głód swoją drogą jest fascynującym zjawiskiem ale o tym kiedy indziej.

Robimy wszystko by przeżyć. Widać to na wojnie.

Ale jednak czasem instynkt przetrwania zawodzi. Zastanawiające. Jestem tylko zwierzęciem. Nie postrzegam człowieka jako coś lepszego od zwierząt- ale wiecie, ze zwierzętami jest to samo. Czasem i instynkt przetrwania je zawodzi.

Czasem oddajemy swoje życie za drugiego człowieka. Dzieci, rodzina, to wszystko uzasadnione genetycznie. Wiecie, słonie i psy nieraz robą to samo. Oddają życie za drugą istotę. Zabij mnie, nie jego. Może to egoizm, bo wiem, jak po jego śmierci będzie mi ciężko i znienawidzę siebie. Jeśli chronimy własne dzieci to wiadomo, kierują nami samolubne geny. A jeśli oddajemy życie za kogoś z kim genami nie jesteśmy związani a kogo kochamy? Albo jeszcze inaczej- umieramy za obce osoby? To samo umieranie za ideały. Czy powiedzmy wolność stanowi wartość wyższą niż własne życie? Chrześcijanie jako argument przeciwko aborcji czy eutanazji stosują stary dobry tekst życie wartością naczelną- fajnie fajnie, ale dlaczego umierali za boga skoro życie jest najistotniejsze? Mniejsza o to. Nie wplątujmy w to religii.

Po prostu, uważam życie samo w sobie za wartość. Póki je mam nie ma sensu się go pozbywać, bo wiele mnie jeszcze czeka. Życie nie ma sensu głębokiego, jest sensem samym w sobie. Ale co jeśli czasem wchodzą w grę inne sprawy?

Samobójstwo jest dla mnie nielogicznym absurdem, powiedziałam to dawno. Bo po co się zabijać skoro możesz żyć a i tak umrzesz, nie unikniesz siostry z kosą i jej danse macabre, to na cholerę pchać się w nią wcześniej? Ale jeśli i tak umrzemy- czy nadal to jest samobójstwo? Czy nadal to głupota, absurd (nie, nie umniejszam bólu życia samobójców, nie wyśmiewam ich bynajmniej , nie mówię że nie rozumiem i że oni są debilami tylko po prostu- czyn znam od podszewki i mam swoje przekonanie na jego temat) jeśli mamy wyrok? Czy to coś więcej?

Pamiętacie mojego Tezeusza? Historia się powtarza w pewien sposób. Pamiętacie, jak sam dokonał wyboru, umierając na raka płuc, po prostu- pozałatwiał co chciał i nie czekał na śmierć? I tak nie wierzył, to nie był dla niego grzech. To było pewne przechytrzenie losu i ucieczka od bólu, którego już nawet morfina nie zwalczy. Może to była ucieczka w godność? Umierać godnie…właściwie, co to znaczy? Czy to uniknąć bólu i srania pod siebie? Niekoniecznie. Bo jak dla mnie ci wszyscy ludzie umierający w szpitalu maja wielką godność. I wielką siłę, że się nieraz na to zdecydowali, bo w coś wierzą. Może są nieraz naiwni- wiecie, że człowiek w hospicjum często czeka na cud. Nie wierzy a wierzy. Podświadomie. Instynkt przetrwania.

Może umrzeć godnie to po prostu mieć możliwość wyboru? Zdecydowania? Jeśli mamy wyrok- może to możliwość obejścia go? I nie mówcie mi, że Tezeusz był samobójcą. Że teraz i owy pan który wstał w tym szpitalu bo nie załatwił paru spraw a potem pewnie sam zdecyduje kiedy odejść, też nim jest. Nie mówcie, że będzie potępiony, będzie tchórzem uciekającym przed bólem.  W to nie chcę wierzyć. Nigdy.

Może po prostu nieraz jesteśmy czymś więcej niż zwierzętami? Może ten cholerny instynkt przetrwania i wartościowanie tzw. cywilizacji życia jest absurdem? Może zabranianie wyboru czyni z nas bardziej zwierzęta? Bynajmniej- to zwierzęta nieraz pozwalają sobie na wybór. Nikt tam nie potępi kotki która zabiła swoje kalekie kocięta.

Może powinniśmy mieć jednak wolną wolę, możliwość wyboru- choć wiadomo, to często doprowadza do sytuacji skrajnych. Bo jesteśmy nieraz za głupi by umierać.

Ostatnio usłyszałam, że eutanazja jest darem. Darem źle rozumianym, bo jakaś staruszka powie swoim dzieciom, żeby ją zabili, bo jest dla nich ciężarem. A nie można dawać swojego życia komuś, żeby innym było lżej. Ale ja tak nie widzę tego daru. Dla mnie to nie dawanie komuś ulgi, a sobie. Teraz może mnie potępicie. Nie, nie mówię o odłączaniu każdego chorego od respiratora, bo leczenie jest drogie, nie mówię o absurdzie 16 letniego chłopaka w sądzie w Holandii który walczy o prawo do eutanazji bo nie chce mu się żyć bo ma depresję i kłóci się z rodzicami. Mówię o prawdziwym świadomym wyborze, nie opartym na tym, że ktoś tego chce. Mówię o tym, jak zrobił to Tezeusz zostawiając list i kończąc sprawy. Mówię o przechytrzeniu śmierci gdy ona już zadaje cios, nie wtedy, gdy nawet jej jeszcze nie psotkaliśmy na drodze. Tylko to wszystko takie trudne i człowiek, przynajmniej większość z nas nie jest chyba na to do końca gotowa.

Ale wiem, że on był.  I ten jest. Historia się powtarza.

Może jesteśmy czymś więcej nieraz, niż instynktami. Może nie będziemy zawsze kurczowo łapać powietrza, bo cząstka w nas widzi więcej niż fizjologię.

Widzi wolność.

Widzi miłość.

Widzi godność.

Czuje to wszystko i chce to mieć w swoich rękach.

Bo ma zawsze wolną wolę. Nawet teraz. I nie masz jej od żadnego boga, który cię potępi. Masz ją sam od siebie. Sam dla siebie jesteś darem w swpich rękach. Nigdy go nie zmarnuj. Jakkolwiek przyjdzie ci żyć- i umierać. 

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331092723,trackback

komentarze (16) | dodaj komentarz

wino, kobiety i śpiew czyli o łagodzeniu bólu śmiertelności i o poławianiu pereł- znów bez granic. czyli kolejne mało spójne myśli.

sobota, 12 maja 2012 13:00

Może to nie w porządku, gdy my tak dobrze się bawimy, żyjemy, a ktoś inny daleko umiera?  Gaiman napisał kiedyś w „Chłopakach Anansiego” : „„Istnieją trzy rzeczy i tylko trzy, które mogą złagodzić ból śmiertelności i zaleczyć rany zadane przez życie - odparł Spider. - Te rzeczy to wino, kobiety i śpiew.” . Spider powiedział to po śmierci swojego ojca, boga Anansiego. I miał rację. Nie należy w płaczu, tęsknocie, żalu tracić życia. Zresztą- czy ci, którzy umierają, którzy są nam bliscy, chcieliby tego? Jeśli życzyliby nam płaczu po sobie, tak naprawdę nigdy nas nie kochali. Jeśli nas nie kochali-czy warto po nich płakać?

Zatem żyjesz i baw się Frido.

Wino, kobiety i śpiew jako metafora.

Było wino pod postacią piwa, pod postacią czegoś co zwiemy tanim winem i wódki w akademiku. Było wino pod postacią paczki fajek.

Były kobiety pod postacią prawdziwej kobiety z którą całowałam się na koncercie i z którą wymieniłam się stanikami. Były kobiety pod postacią miłości, radosnego seksu z moim mężem nad ranem.

Był i śpiew pod postacią koncertu na polibudzie, pod postacią szalonego tańca w błocie i krzyku do piosenek co śpiewem prawdziwym z moim głosem nazwać nie można.

Były te 3 rzeczy, Spider. Były, te, które łagodzą ból śmiertelności i rany zadane przez życie.

Cóż- sezon juwenaliów w Poznaniu po prostu uważam za otwarty. A wszystkie te szalone rzeczy jeszcze bardziej w przyszłym tygodniu przede mną niż za mną.

Wino, kobiety i śpiew. Zanim ktoś umrze. Zanim ja umrę. Gdybym była wieczna nigdy bym ich nie doceniła tak bardzo jak teraz. Gdy wisi nade mną śmierć. Wiecie. Ta którą stworzył też Gaiman jest jedną z moich ulubionych postaci. I pokazuje, że nawet wieczne umiera a cóż…nieskończoność jest dopiero męcząca. Nie lubię się męczyć więc nie chciałabym być wieczną.

A dzisiaj powiedział zróbmy coś szalonego! Coś szalonego powiadasz mój kochanku? Hm…już Frida coś wymyśli.

Coś szalonego. Coś niecodziennego, do czego nie przywykliśmy, bo czym jest szaleństwo?

Wczoraj dostałam smsa od przyjaciółki, że znowu ma problem. Znowu szpital, leki, terapia? Może. Coś przeczuwałam, nic nie mówiłam. Czasem musi to powiedzieć psychiatra, nie Frida. Bo Frida nie wie czym jest zdrowie psychiczne, czym szaleństwo. Jakaż to cienka granica. Niewidzialna. Mówi się wszyscy jesteśmy szaleni, czasem po prostu lepiej udajemy, czasem gorzej. Wszyscy jesteśmy smutni ale nie nazwiemy tego u wszystkich depresją. Bo gdzie ona się zaczyna? Panie M., dlaczego twój smutek jest chorobą? Czy stał się nim wtedy, gdy zaczął przeszkadzać ci w życiu? Gdy bolało tak bardzo, że nawet łzy same płynęły z oczu i tego nie zauważyłeś? Czym jest choroba afektywna dwubiegunowa Vincencie? Od kiedy sinusoida która towarzyszy nam wszystkim stała się czymś, co nazwiemy chorobą? Czy wtedy, gdy w manii znikałeś na wiele dni i nawet nie spałeś, by potem paść na twarz w barze a potem bolało tak bardzo, spadłeś w taką pustkę, z której nie szło się podnieść i oddawałeś się śmierci? Michale, gdzie jest granica twojej mitomanii? Czy jeśli ja wierzę w swoje niektóre bajki to jestem chora? Czy granica zaczęła się tam, gdy powiedziałeś tyle nieprawd (a czym jest prawda?) że wpadłeś w poważne kłopoty?

Czy mówiąc nieraz do siebie, płacząc czasem bez powodu jestem chora?

Póki sobie radzisz nie- powiedział mi kiedyś Paweł.

Paweł, ale co to znaczy radzę sobie? Mówili mi kiedyś że jestem chora. Byłam. Według lekarzy, znajomych. Nawet według siebie byłam. Ale teraz nadal nie jestem zdrowa. Choć nie w tym słowa znaczeniu, nie medycznym.

Gdzie zaczyna się wariactwo, szaleństwo? Gdy człowiek jest niebezpieczny dla siebie, dla innych, gdy krzywdzi siebie bo inaczej nie może? Wszyscy to robimy. Może to największy szpital psychiatryczny- świat. Może. Ale czy można tak uogólniać? Czy można szukać granicy? Nawet psychiatra nie wie gdzie ona jest. Nawet chory człowiek.

Głosy w mojej głowie. Gdy mnie połkną, będzie po mnie. Gdy uwierzę we wszystkie swoje metafory i wiersze, gdy zaboli tak, że nie można oddychać- będę wariatką. Teraz po prostu dobrze udaję. Nie widzę granicy, ale pływam na powierzchni, nie tonę.

Nadużywamy może słowa wariat. Szalony. Wszyscy nim jesteśmy. Tak twierdzimy. A tak często boimy się tych, u których powiedziano, jaki rodzaj wariactwa ich dręczy. Który wygrał. Czy te wiersze, czy łzy. Boimy się, odpychamy. Jakby to było zaraźliwe. Ale o tym pisałam już nieraz.

Cały czas szukam granicy. Może granic w ogóle nie ma. W zdrowiu psychicznym, w zdrowiu fizycznym. Nie ma granic nigdzie. Nie istnieją żadne. Między prawdą a kłamstwem. Dobrem i złem. Wszystko jest względne.

Tak. W to niezaprzeczalnie wierzę. Jak w to że materia jest energią a energia materią. I jak ty funkcjonujesz w tym Frida, powiedz mi do cholery?- zapytał mnie pan M. . Ano funkcjonuję i jest mi z tym dobrze. Wybieram intuicyjnie perłopławy w morzu. Czasem znajduję perły. Prawdziwe, czarne. Czasem to tylko kamyczki. Jeśli nie uznajesz dobra i zła, jak żyjesz?

Jestem całkiem nieetyczna panie M. Ale jednocześnie mam swoją moralność, w swojej płaszczyźnie.

I dla kogoś też jestem wariatem, dla kogoś jestem normalna. Według jednej płaszczyzny, medycznej, jestem już zdrowa. Ale uważając Mansona za seksownego dla kogoś jestem całkiem porypana. Dziwna definicja? Ano dziwna. Ale każdy ma do swojej prawo.

Więc może twoja nadmierna sinusoida Vincencie jest normalna. Może nie ma w nie nic złego- tylko tobie przeszkadza w życiu i dlatego trzeba ją było wyciszyć (i nigdy nie będę zazdrościć tylu leków). Może dla kogoś nadciśnienie nie jest chorobą i się nie przejmuje, a kto inny panikuje i na nie „umiera”. Tak naprawdę umieramy cały czas, tylko niektórzy trochę szybciej. Może to wszystko zależy od naszego podejścia. Bo granic nie ma, przynajmniej dla mnie. Jest bezkresne morze i wiele pereł. A także wiele ostrych krawędzi, o które można boleśnie zranić stopę.

A czasem w morzu, którego granicą jest moja śmiertelność (choć doczesną granicą ciała, kto wie, co potem? Może cieśniny i inne oceany?) pomagają wino,, kobiety i śpiew.

 

Aha- i do końca życia będziemy wspominać chyba jedzenie z budki na teatralne. Zawsze gdy wracamy z koncertu, baru, w nocy- taka tradycja, wstąpić  tam na zapiekankę podczas czekania na nocny tramwaj. To będzie dobre wspomnienie w moim życiu. Kolejne.

Jak wino, kobiety i śpiew.

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331085521,trackback

komentarze (19) | dodaj komentarz

idzie na burzę, czyli jakież to bzdury wydobywa duszne miejsce powietrze z Fridowej głowy!

czwartek, 10 maja 2012 17:59

Powietrze piękne pachnie. Duszno. Idzie na burzę, idzie na deszcz, jak śpiewał Grabaż razem ze Strachami. Idzie na burzę, póki co panuje cisza. Taka sama jak w życiu. Powoli, spokojnie, oddychamy równo. Nic nie zapowiada burzy- ale przecież życie to pewnego rodzaju sinusoida. Nigdy nie płaska funkcja liniowa ze stałym miejscem zerowym. Nie stale rosnąca w nieskończoność funkcja rosnąca czy malejąca. Najbardziej przypomina trygonometryczną- tą, która w szkole była dla wielu najtrudniejsza (no póki nie przyszły całki, pochodne i tak dalej i tak dalej). Bzdury gadam, co? Przyrównuję życie do matematycznych obliczeń ale.. coś w tym chyba jest. To, co wysyłasz w przestrzeń zawsze wraca. Dobro wraca dobrem, cierpienie zadawane komuś twoim cierpieniem, radość sprawiona dziecku stanie się twoim uśmiechem. Dla wielu to bzdura- bo przecież życie jest takie niesprawiedliwe! Ale kto tu mówi o sprawiedliwości? Nie o to chodzi. Sprawiedliwość nie istnieje. Nigdy w nią nie wierzyłam. Nie oczekiwałam.

Ale wierzę że to, co wyślę w przestrzeń wróci. To, co komuś dam- stanie się częścią mnie a to co odbiorę- o tyle stanę się uboższa. Tylko tyle. I hm.. jakoś się sprawdza. Aż za dobrze, co zauważyliśmy dzisiaj. Tak samo jak sinusoida. Po czasie suszy przyszedł ożywczy deszcz dzisiejszego dnia. Idzie na burzę, idzie na deszcz- wiecie, że burza nie zawsze jest złem, tak samo jak powolny lot w dół. Sztuka spadania uczy nas wznosić się w powietrze. Burzenie uczy nas budowania a śmierć uczy nas życia. Tylko tyle i aż tyle. Zawsze równy rachunek. Nie istnieją w przyrodzie tylko wartości bezwzględne. Nie istnieją w życiu.

Energia zmienia się w materię. Materia staje się energią, jedno przechodzi w drugie. Energia i materia jak wiadomo z mechaniki kwantowej z pewnego punktu widzenia są tym samym. Nasz kontakt ze światem jest niestety zbyt jednostronny żebyśmy mogli budować go na takich rozróżnieniach. Czy można więc bezsprzecznie wierzyć tylko i wyłącznie w świat materialny? Czy można odrzucić materialną naturę rzeczywistości? Czy istnieje tylko to co widoczne dla oczu, co możemy posmakować, dotknąć? Jeśli tak- czym są wszystkie twoje sny i przeczucia? Czym są emocje? Czy nie istniej, skoro jesteś subiektywnie pewien odczuwania ich? Materia i energia, energia i materia. A poza nimi? Co jeśli oszukujemy samych siebie, że tylko one istnieją? Ja chcę wierzyć w więcej. O wiele więcej. Chcę dotknąć nienamacalnego i posmakować tego, czego nie przeżuję. Jestem wariatką która próbuje przekroczyć granicę. Na tyle, żeby rachunek nie był liczbą bezwzględną.

Wariatka która wierzy w coś poza. Jak tak można? Ja dziwię się, że można nie wierzyć. Że można opierać się tylko na tym co empirycznie sprawdzone, nie wyjść dalej z własną analizą. Ale to tak subiektywne i gdy na to patrzę z boku- tak szaleńcze! Ale zawsze chciałam być wariatką. Pociągał mnie typ szaleńca wizjonera. Choć nigdy takim nie będę, nie wykroczę poza to, co udowodnione-jestem na to za głupia- nie chcę opierać się tylko na tym, co ktoś udowodnił. Ślepa wiara w cudze słowa jest tym samym co gdybanie o tym, co z pozoru nierzeczywiste. Ma dla mnie tak samo dużo plusów i minusów. Można coś przeoczyć i można się zapędzić. Ja podążam za bardzo w to drugie ale inaczej nie chcę. To samo z emocjami, to samo z ludźmi, to samo w każdym aspekcie życia. Co o tym decyduje?

Co powoduje, że chcę być szaleńcem, że chcę trzymać się tego, co ubzdura się w mojej głowie, dlaczego Frida nie wierzy tylko materii, nie uznaje nauki jako coś oczywistego, dlaczego Frida uporem maniaka  nie przyznaje racji temu co sprawadzone?

Czy nie byłoby łatwiej po prostu odrzucić bogów, odrzucić życie po śmierci, nie szukać granicy namacalności, czy nie łatwiej by było nie wierzyć w te wszystkie sny paraleizmy równoległych światów i przyjąć za pewnik co ktoś mówił? Oczywiście, to łatwiejsze. I za łatwe dla kogoś, kto ma duszę wariata i poszukiwacza. Nie umiem inaczej. Zdaję sobie sprawę z tego absurdu. Widzę to co myślę w różnych płaszczyznach. Ale czy każdy człowiek który podążył dalej nie był najpierw wariatem i idiotą? Czy myśl nie musiała wyprzedzać słów? Czy Einstein nie kierował się na początku wiarą, czy Feynman nie powiedział, że jeśli twierdzisz, że rozumiesz fizykę kwantową to naprawdę jej nie rozumiesz? Czy nawet taki Caravaggio jako malarz nie musiał wpierw uwierzyć w to, co tworzy? Czy wiara nie jest zawsze początkiem tego, co potem uważasz za pewnik, za oczywistą sprawdzona tezę? Czy mówiąc wiara- i nie chodzi mi o religię i ich systemu, odrzućmy teraz słowo wiara w tym jednym znaczeniu bo nie o nie się teraz rozchodzi- czy mówiąc wiara jest absurdem nie odrzucasz tego, co daje ci nauka? Czy najpierw nie musiano wierzyć? Czy odrzucenie choćby hipotezy światów równoległych spowoduje, że one nie istnieją, jeśli są? Nie istnieją w twoim świecie bo nikt tego nie udowodnił ale jeśli są to… co wtedy?

Czy jeśli mówisz wierze tylko w namacalne, w to, co ktoś udowodnił nie odbierasz sobie tego, że materia jest energią a energia materią? Jeśli tak…jaką naturę ma światło? Czy jest? Umiesz mi to wyjaśnić bez wiary?

To wszystko ogromnie płynne. To strumień którego ja nie umiem w sobie zatrzymać. Teoria jedynki trygonometrycznej nigdy nie będzie dla mnie mniej szalona niż teoria podróży w czasie. Tym bardziej , że jedynkę trygonometryczną obalono ale nikt tego nie uzna bo dużą część tego, co teraz jest uczone, tego, co jest pewnikiem trzeba będzie tworzyć na nowo. Czy twoja nauka nie jest wiarą? Może materia jest snem? Może śnisz?

Może tak naprawdę materia jest energią a energia materią. A to wszystko to tylko nazwa.

Może istnienie jest czymś innym.

Tak wiem to bezsensowne gdybanie. Nie przekraczam ścian, jem i przeżuwam to co jest materią owocu mango w tym momencie a nie jakąś kwantową niewiadomą. Tak, oczywiście. W tym świcie tak jest. A co, jeśli inna ja przeżuwa energię w innym miejscu? Absurd, absurd, absurd! Idiotyzm!

Może gdybam i to tylko taka bzdura. Kolejna w mojej głowie, jak połykanie siebie. Może. A może dostrzegłam coś więcej we śnie? A może jestem wizjonerem który nigdy nic nie udowodni? Może moja wiara to tylko wiara. Nigdy nie stanie się nauką. Tylko będzie głupim gdybaniem gdy idzie na burzę ale cóż…jeśli wiara jest tylko wiarą, a nauka aż nauką…wracaj do swojej dwójki trygonometrycznej. Ja wolę wiedzieć i wierzyć jednocześnie. Widzieć to i owo z paraleizmów różnych światów, o których nie wiem.

 

Powietrze pięknie pachnie gdy idzie na deszcz. Nie sądzicie?

 

 

 

 

Czerń i biel to wszystko, co dostrzegam, póki jeszcze nie dojrzałem
Wtedy czerwień i żółć nadchodzą, by pozostać. Sięgają po mnie
Pozwalają dostrzec, co pod, a także nad i poza
W wyobraźni kreślę ponad granicą rozsądku. Zrzuć osłonę. Spójrz, jak spada.

Zbytnie myślenie, nadanalizowanie oddziela ciało od umysłu
Wysusza intuicję, przepuszcza okazje. Muszę nakarmić moją wolę, by poczuć
Mój moment wytyczania drogi poza granicami.

Czerń i biel to wszystko, co dostrzegam póki jeszcze nie dojrzałem
Wtedy czerwień i żółć nadchodzą, by pozostać. Sięgają po mnie
Pozwalają dostrzec, że jest o wiele więcej
Namawiają, bym wyjrzał ku tym nieskończonym możliwościom, jak pod, a także nad i poza. W wyobraźni kreślę ponad granicą rozsądku. Zrzuć osłonę. Spójrz, jak spada.

Zbytnie myślenie, nadanalizowanie oddziela ciało od umysłu
Wysusza intuicję, porzuca okazje. Nakarm moją wolę, bym poczuł ten moment zachęty do przekroczenia granicy
Wyciągam rękę, by objąć chaos
Wyciągam rękę, by objąć wszystko, co może nadejść

Obejmuję moje pragnienie, by poczuć rytm
By poczuć się zespolony na tyle, by odejść na bok i szlochać jak wdowa
By poczuć inspirację do zgłębienia mocy
Do świadkowania pięknu
Do kąpieli w fontannie
Do bujania się na spirali
Do bujania się na spirali
Do bujania się na spirali naszej boskości
I pozostania człowiekiem

Mocno stąpając po ziemi poruszam się pomiędzy dźwiękami, otwieram się szeroko, by je wessać. Czuję jak poruszają się po mojej skórze.

Sięgam w górę, sięgam na zewnątrz
Sięgam po chaos
Albo cokolwiek, co mnie dezorientuje
Albo cokolwiek, co mnie dezorientuje
Podążając za naszą wolą i wiatrem możemy dojść tam, gdzie nikt nie był
Zjedziemy spiralą do końca i może dotrzemy tam, gdzie nikt nie był

Zjedź spiralą na zewnątrz. Idź dalej. Zjedź spiralą na zewnątrz. Idź dalej.
Zjedź spiralą na zewnątrz. Idź dalej. Zjedź spiralą na zewnątrz. Idź dalej.

 

Tool, Lateralus. Wiecie, że z tym tekstem, tą piosnką Frida się utorżsamia? Ale o tym kiedy indziej.

 

 

(Kuba Kujawa "Burza")

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331082143,trackback

komentarze (18) | dodaj komentarz

problem z pisaniem, czyli dlaczego pokochałam pana Dave'a Grohla i o tym, że nie doceniamy tych, co przetrwali

środa, 09 maja 2012 15:37

 

Tyle dni.

Każdy dzień coś wnosi.

Zapach grilla.

Deklinację pana M. na wzgórzu w blasku księżyca „Stepów akermańskich” I „Inwokacji” Mickiewicza głosem Daniela Olbrychskiego.

Spacer na Sołaczu.

Zapach drzew w Ogrodzie Dendrologicznym.

Taniec w upale na deszczu.

Krople ciepłego deszczu na rozgrzanej skórze.

Tęcza.

Strach.

Kac.

Rozkosz.

Jej potępienie.

Piękno widoku błyskawic na nocnym niebie.

Zmuszanie się do pisania pracy.

Męskie łzy na ramieniu.

Rozmowy do 8 nad ranem.

Urwany czas.

Poszarpane emocje.

Dobre i złe.

Wszystko przechodzi. Jedno w drugie, jeden dzień w następny. Może składamy się potem ze wspomnień, a może z zapomnienia.

Może chcemy też doznawać. Po prostu, a nie budować wspomnienia w sobie, wić im gniazda. Inaczej dlaczego umierający na raka mężczyzna podróżuje po świecie? Czy wspomnienia mają rację bytu w naszym życiu bardziej niż to co tu i teraz? Więcej znaczą niźli nagły stubłysk? Trudno sobie samemu powiedzieć.

Czym jest teraz, czym jest przeszłość. Kolejne naiwne pytanie się czym jest czas. Czy sen jest jawą w innej równoległej płaszczyźnie? Czym jest istnienie? Czy po śmierci nadal mnie będziesz odwiedzać? Czy już teraz mamy tęsknić?

Straciłam wenę. Straciłam dar pisania. Choć pewnie nigdy go nie miałam. Może to przestawianie się na pisanie o anatomii?

Nie wiem. Chcę a nie mogę.

 

Słucham namiętnie ostatnio Foo Fighters. Wiecie, jak pomagają? Nastrajają energią do działania. Frido, ogarnij swoje życie, zdaje się mi krzyczeć w "Best of you" Dave Grohl. 

Właśnie. Dave Grohl. Podziwiam tego człowieka w jakiś sposób i go uwielbiam. Chętnie z takim przeszłabym się na piwo, wiecie? To co robi na scenie, co widać zresztą na koncerie w Wembley zaraża. Pozytywnie. Niesamowicie.

Nigdy specjalnie nie słuchałam Foo Fighters. Są, bo są. Teraz się w nich wgłębiam. W sumie-zaczęło się od obejrzenia "The Pick of Destiny", gdzie wokalista, Dave Grohl gra szatana i wymiata wręcz na bębnach (w końcu to perkusista Nirvany) gitarze i niesamowicie śpiewa. Facet musi mieć niesamowite poczucie humoru i dystans, skoro zgodził się wystąpić z Tenacious D w ich filmie pomyślałam. Widać to zresztą na scenie, na koncertach.  Zapomniałam o tym. Jednak od paru dni Vincent intensywnie podsyłał mi ich kawałki w mailach. No tak, słuchasz, śłuchasz i się wkręcasz. I mnie wkręciło totalnie, tym bardziej, że zaczęło działać twórczo.  (Dzięki swoją drogą, mon cherri)

Może to dziwne, że tak zachwycam się Grohlem. Dla wielu na pewno, bo dla nich Grohl skończył się gdy umarł Kurt Cobain i Nirvana.

Właśnie. Zastanowiło mnie, jak Foo Figthers i Dave Grohl postrzegany jest przez fanów Nirwany. Czy to jakby całkiem osobny rozdział? Muzycznie na pewno. Ale jak postrzega się jego postać. Oczywiście, nikt mówią o Nirvanie nie mówi o Grohlu, tylko Cobainie. A było tam 3 muzyków. I gdy tak słucham Foo Figthers zdaje mi się, że nie tylko jedna osobą tam miała niesamowitą charyzmę. Najlepszy perkusista świata pan Grohl chyba miał wiele do powiedzenia. Ale często mówiąc o zespołach, muzyce, zapominamy o reszcie muzyków, skupiają się na jednym. Mówiąc o Doorsach mówimy o Morrisonie, choć "Ligth my fire" wcale nie jest jego dziełem. Mówiąc o Nirwanie mówimy o Cobaine. 

Czasem-tak jakby to śmierć ich gloryfikowała. Czyniła bohaterami. Jeśli idzie o Nirwanę- dla mnie bohaterem będzie chyba Dave Grohl. Nie chodzi mi o muzykę. Ale o to, co było później. Wyobraźcie sobie, że ktoś, z kim tworzycie zabija się i w pewien sposób- niszczy waszą karierę. A chcecie przecież grać! I co robicie? Nie usuwacie się w cień, nie zostajecie muzykiem sesyjnym tylko tworzycie jedną z najpopularniejszych kapel rockowych ostatnich lat. Kapelę całkiem oderwaną i nadal potraficie być zabawnym, medialnym gościem (widzieliście Grohl przebranego za kowboja pod prysznicem?) który ma niesamowity kontakt z publicznością. Może nie porywacie już nastolatków depresyjnym klimatem, bo tego kto to wprowadzał już nie ma ale żyjecie dalej. I co więcej- pokazujecie, że muzyka to nie tylko przemyślenia, wielkie i głębokie- choć to w muzyce kocham- nie tylko emocje które maja rozrywać na kawałki-czego i ja często w muzyce potrzebuję, co widać choćby w moim uwielbieniu do Nine Inch Nasil- ale muzyka i granie to cudowna zabawa i rozrywka. To radość. Tworzenie jej. Po prostu, jak widzę tego kolesia na scenie aż mnie zaraża energią.

Koniec peanów na jego cześć, choć naprawdę pomaga mi pisać pracę licencjacką.

Chodzi mi też po prostu o to, że łatwiej nieraz umrzeć niż żyć dalej. Hm…może łatwiej to złe słowo, ale jak pisał Herbert w „Trenie Fortynbrasa” :

„Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia

wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką

żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery

łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś

nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie umiałeś

 

Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało

i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie

wybrałeś część łatwiejszą efektywny sztych

lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania

z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle

z widokiem na mrowisko i tarczę zegara

Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji

i dekret w sprawie prostytutek i żebraków

muszę także obmyślić lepszy system więzień

gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem

Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się

Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy

To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii”

 

Tak, część łatwiejszą. Nieraz mam wrażenie, że łatwiej niektórym odejść, niż trwać i działać. Nie bagatelizuję tu samobójstwa, każdy samobójca ma powody- ale może za bardzo gloryfikujemy tragedię nie doceniając tych, co zostają. Łatwiej opłakiwać i roztkliwiać się nie docenić nieraz to, co ktoś robi.

Żałuję, że Ciechowski już nie stworzy żadnej muzyki. Szymborska nie napisze kolejnego wiersza. Doceniam to co zostawili.

Doceniam czyjeś dzieła i akceptuję śmierć ale gloryfikowanie kogoś dlatego, że nie żyje? Nie mówię że tak jest zawsze ale spójrzcie-czy nasza kultura nie „jedzie” na tragedii? Kto zachwycał się Amy Winehouse czy pamiętał o Michaelu  Jacksonie dopóki nie kopnęli w kalendarz mówiąc brzydko? Niewielu. Teraz każdy nagle kocha ich muzykę.

Nie. Osobiście wolę żywego Maynarda, Manosna, na którego koncert pojadę, Grohla, Reznora, Tori Amos, PJ Hervey i nazwę ich wielkimi muzykami (choć mam wrażenie ze Manson zniża trochę lot ale to bardzo subiektywne) nawet pomimo tego, że żyją. I ciagle mogą coś spieprzyć. 

Nasza kultura lubi martyrologię i martwych bohaterów. Każą nam dobrze mówić o zmarłych i wieszać psy na żyjących. A szkoda. Nie doceniamy nieraz za życia kogoś jego działań. Przykre.

Choć Grohl chociaż został doceniony. Miliony fanów mówią swoje, pomimo tego, że więcej ludzi nosi koszulki z Cobainem. Hm…może to że przetrwał pozwoliło mu się obronić przez masowością?

 

To tyle. Coś mi pisanie nie idzie.

Odpalam pana Grohla z cudownymi Foo Fighters (swoją drogą ich perkusista też jest niesamowity- bo Foo Fighters to nie tylko Grohl co on decydowanie zawsze podkreśla i co widać, gdy graja razem- wszyscy to gwiazdy) i dalej biorę się za robotę.

 

 

 

 

 

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331079704,trackback

komentarze (14) | dodaj komentarz

krótko i zwiężle na temat, czyli jestem już ciocią i wracam w niedzielę od oderwania. lekko i przyjemnie.

piątek, 27 kwietnia 2012 14:02

Kolejny egzamin za mną. Zapewne uwalonym pierwszy w tym roku, ale kto by się przejmował. Inna wieść zaprząta mi głowę- moja siostra wreszcie urodziła! A więc ma na imię Mikołaj, waży 3,400, 10 punktów w skali Apgar. Nie mogę się doczekać, gdy ich odwiedzę i poznam swojego siostrzeńca. Coś czuję, że za parę lat będę tą ciocią, która odpowiada na dziwaczne pytania. Już się przygotowuję przy synu Wiktora- teksty w stylu „tato, a wiesz że dziewczyny mają 2 pupy?” umacniają mnie i moje postrzeganie rzeczywistości. A cóż, pewnie dziecko mojej siostry i mojego szwagra odziedziczy po nich pewne talenty…

A więc mamy wolne. I w głowie mi setki bzdur. Jadę dzisiaj z moim W. do domu, do mojego bagienka. Marzy mi się las, piwo w plenerze i wylegiwanie się na słońcu. Marzy mi się beztroska, choć chwila zapomnienia zanim wrócę do pisania pracy i kolejnych egzaminów. Marzy mi się oderwanie od zamartwiania. I zapewnię to sobie. Bo w życiu musi być równowaga, czyż nie?

Zatem nie będzie dzisiaj górnolotnych myśli. Tylko cieszenie się tym, co nadchodzi.

 

Jest mi dobrze, pomimo tego nie zdania. Jest mi tak dobrze, że nie mam zbytecznych myśli. Choć może jedna zagwostka- czy gdybym zjadła siebie, to zniknęłabym całkiem czy byłabym tych samych rozmiarów?

O i druga- czy gdybyśmy mieli wszyscy na świecie nagle możliwość zabicia jednej osoby na tym świecie, tak o, na pstryknięcie palcem, bez żadnych konsekwencji, wszyscy w tym samym momencie to przeżyłabym czy zginęła? Czy skrzywdziłam kogoś na tyle, że właśnie ja byłabym tą osobą? Czy byłoby 7 miliardów trupów w jednym momencie? Czy każdy z nas zalazł komuś tak za skórę? Jak myślisz, co jest z tobą? Ja zakładam, że bym nie przeżyła. I drugie pytanie które się z tym wiąże- czy masz kogoś, kto od razu przychodzi ci na myśl? Kogo byś zabił? Ja mam taką osobę co nie jest tajemnicą.

O i z tymi dziwacznymi pytaniami wyruszam do domu. Uwielbiam abstrakcję w swojej głowie pod koniec kwietnia, gdy leżę na trawie z przyjaciółmi, swoim ukochanym mężczyzną u boku i popijam wiśniowe piwo.

 

Lekko i przyjemnie Fridzie. Teraz już naprawdę- cioci Fridzie. Plecak spakowany. 

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331050501,trackback

komentarze (44) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  129 709 (wersja testowa)

czas cieknący przez palce...

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione blogi

O moim bloogu

http://www.youtube.com/watch?v=EDlC7oG_2W4 "Czerń i biel to wszystko, co dostrzegam póki jeszcze nie dojrzałem Wtedy czerwień i żółć nadchodzą, by pozostać. Sięgają po mnie Pozwalają dostrzec...

więcej...

http://www.youtube.com/watch?v=EDlC7oG_2W4 "Czerń i biel to wszystko, co dostrzegam póki jeszcze nie dojrzałem Wtedy czerwień i żółć nadchodzą, by pozostać. Sięgają po mnie Pozwalają dostrzec, że jest o wiele więcej Namawiają, bym wyjrzał ku tym nieskończonym możliwościom, jak pod, a także nad i poza. W wyobraźni kreślę ponad granicą rozsądku. Zrzuć osłonę. Spójrz, jak spada. Zbytnie myślenie, nadanalizowanie oddziela ciało od umysłu Wysusza intuicję, porzuca okazje. Nakarm moją wolę, bym poczuł ten moment zachęty do przekroczenia granicy Wyciągam rękę, by objąć chaos Wyciągam rękę, by objąć wszystko, co może nadejść (...) Sięgam w górę, sięgam na zewnątrz Sięgam po chaos Albo cokolwiek, co mnie dezorientuje Podążając za naszą wolą i wiatrem możemy dojść tam, gdzie nikt nie był Zjedziemy spiralą do końca i może dotrzemy tam, gdzie nikt nie był Zjedź spiralą na zewnątrz. Idź dalej. Zjedź spiralą na zewnątrz. Idź dalej.

schowaj...

O mnie

Chyba trochę psychopatyczna, bo komu normalnemu marzy się otwarcie nożycami klatki piersiowej i kurs tanatopraksji-albo jeszcze lepiej własny zakład pogrzebowy. Wielbicielka- dla wielu spaczonej- estetyki, scarofilka, relatywistka moralna, poszukiwaczka czegoś, co na chwilę zachwyci i oderwie, choć rzeczywistość swoją prywatną uwielbia.Absurd połęczonych skrajności. Uwielbia fizykę kwantową i medycynę, zwłaszcza "swoją" onkologię, malarstwo i anime, ostrą muzykę i jazzowe ballady zarazem. Obseruwje i analizuje, używa życia. Marcowa kotka.

chcesz pozostawić ślad?

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 06.02.2012 14:57:51
  • autor: ajaugustyn
  • treść: a w wolnej chwili, z...

największa oszustka-statystyka

Odwiedziny: 129709
(wersja testowa)
Wpisy
  • liczba: 492
  • komentarze: 12040
Galerie
  • komentarze: 19
Bloog istnieje od: 1060 dni

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 04.03.2012 10:52:16
  • autor: krychabk
  • punkty: 100
  • treść: Za wielką mądrość !!...

Lubię to